20 / 11 / 16

Where is the light? • Autoportret

Udostępnij

Każdy kto zajmuję się fotografią choć w najmniejszym stopniu, wie jakim szczęściem jest bezchmurny, słoneczny dzień. Nawet najdroższa lampa nie zastąpi nam tego co daje nam od siebie natura. Dlatego tak tęskno mi do lata, gdzie dni są długie i jasne. Gdy nie potrzeba wiele, by stworzyć piękny i inspirujący kard.


Na wstępie muszę zaznaczyć, że autoportrety to nie jest moja najmocniejsza strona. Zdecydowanie lepiej czuję się po drugiej stronie obiektywu. Poza tym nie ma co się oszukiwać, od strony technicznej robienie zdjęć sobie samemu, nie jest wcale taką prostą sprawą. Nie zawsze ustawimy ostrość w aparacie tak jakbyśmy sobie tego życzyli, a nie raz przydałaby się nam trzecia ręka, najlepiej taka metrowa. :D Mimo wszystko, postanowiłam spróbować swoich sił w konkursie Olypusa, w którym zadanie w tym etapie polega właśnie na autoportrecie. Do wygrania jest aparat Olypus Pen, który jest moim małym marzeniem od dłuższego czasu. Jest to potężne narzędzie o niewielkich rozmiarach, które mogłabym ciągle mieć przy sobie. Moja wysłużona już lustrzanka, nie jest bardzo przyjazna targaniu jej ze sobą wszędzie, a telefon to jednak nie to samo. Wielokrotnie już zdażyło mi się ominąć okazje, na stworzenie pięknego zdjęcia, bo nie miałam przy sobie odpowiedniego sprzętu, wiem że dzięki temu aparatowi te sytuacje nie miałby miejsca.

Przechodząc już do sedna wpisu, czyli zdjęć. Przymierzając się do ich stworzenia miałam w głowie wiele pomysłów. Jednak pogoda ostatnio zupełnie nas nie rozpieszcza, całe dni jest ciemno, szaro a słońce zdaję się być obrażone na amen. Byłam już bliska zrezygnowania z uczestnictwa w konkursie, ale dotarło do mnie, że powinnam wykorzystać przeciwności i obrócić je w coś pozytywnego. Stąd zrodził się pomysł na „poszukiwanie światła”.  Światła, które od początku zdawało się podkładać mi kłody pod nogi. Zaczęłam więc przeszukiwać mieszkanie w celu znalezienia czegoś co dosłownie zapali mi żarówkę nad głową. Kiedy znalazłam w szufladzie zimne ognie i lampki choinkowe z zeszłego roku, od razu widziałam w głowie jak będą wyglądać moje kadry. Przestała przeszkadzać mi ciemność, ba… nawet całkiem się polubiłyśmy, bo dodała ona kadrom dodatkowego charakteru i magicznego zabarwienia.

Efekty mojej pracy wyglądają w ten sposób:

img_4058-edit-2

bez-nazwy-6bez-nazwy-7macro

img_4042-edit-edit
make-your-magic
glitter_2

 


O makijażu:

Skupiamy się tu na samej fotografii, ale jednak mój blog ma podłoże urodowe, więc nie byłabym sobą gdybym nie wspomniała o makijażu. Nie jest on bardzo skomplikowany, ale za to mega efektowny! Na oczach mam cienie z palety Zoeva Coca Blend, w zewnętrznym jak i wewnętrznym kąciku nałożyłam czerń i mocno ją roztarłam. Załamanie zaznaczyłam ciepłym brązem. To co najbardziej przyciąga uwagę to oczywiście złoto na środku powieki, jest to cień Colourpop „KathleenLights”.

Dla dodania charakteru dorysowałam sobie kilka piegów (zawsze zazdroszczę tym, którzy mają je z natury!) a na ustach postawiłam na coś delikatnego, czyli brąz Mac Persistence.

Od strony technicznej:

Wszystkie zdjęcia wykonane są budżetowym obiektywem 50 mm 1,8f. Zbliżenie oka zrobione jest tym samym szkłem, jednak w tym przypadku wykorzystałam technikę odwrotnego mocowania. Nie korzystałam z niej od wieków i dzięki tym zdjęciom przypomniało mi się, jaka makro fotografia jest fascynująca! Cały bokeh, czyli wszystkie migoczące punkty nie zostały dodane w photoshopie, po prostu obwinęłam się ledowymi lampkami i udawałam choinkę. Serio. Tak było. :D

Oczywiście wszystkie kadry zostały wykonane przeze mnie z pomocą moich dobrych przyjaciół statywu i samowyzwalacza.


Tak jak już wspominałam, post został przygotowany w ramach konkursu Olympus, ale jeśli chcielibyście częściej widzieć wpisy fotograficzne dajcie mi znać, bo to coś co naprawdę sprawia mi radość i już dawno nie ekscytowałam się (i denerwowałam za razem) na publikacje.

Jak nigdy czekam na wasze komentarze i liczę, że będziecie trzymać kciuki!

podpis

zBLOGowani.pl

 

Udostępnij

Skomentuj wpis